Wady i zalety NPR

Naturalne planowanie rodziny jak wszystko ma swoje blaski i cienie. Mimo, że blasków wydaje się zdecydowanie więcej, to wady potrafią czasami podkopać moją pewność co do braku skutków ubocznych tej metody, ale o tym za chwilę. W tym poście nie będę pisać o naukowych korzyściach wynikających z NPR, są to moje subiektywne odczucia jako użytkownika.

Wady

Poranny pomiar temperatury

To zdecydowanie największa według mnie wada stosowania NPR. Aby pomiar temperatury był wiarygodny, temperaturę trzeba mierzyć w przedziale 1,5 h przed 7:30.  Najwcześniejsza pora, o której wstaje do pracy to 6:00 i zawsze o tej godzinie staram się prowadzić pomiary. Wyobraź sobie weekend (w moim przypadku to może być równie dobrze poniedziałek albo środa), w końcu masz czas, żeby się wyspać, dzwoni budzik punkt szósta, mierzysz temperaturę i za nic nie możesz już zmrużyć oka, a miałaś spać do 9:00! Fakt, mam lekki sen i pracę zmianową, która mocno wpływa na moje możliwości szybkiego zasypiania. Ale kilka razy zdarzyło się, że chodziłam cały dzień niewyspana tylko dlatego, że musiałam zmierzyć temperaturę, dlatego poddaję w wątpliwość brak skutków ubocznych tej metody. Z drugiej strony nie trzeba stosować NPR, żeby się nie wysypiać, wystarczy mieć dwa koty. 

Nauka

Jestem zdania, że przy dobrych chęciach niemal każdy jest w stanie nauczyć się samoobserwacji. Dobre chęci są tutaj kluczowe, dlatego, że nauczenie się NPR wymaga niemałego zaangażowania i samodyscypliny. Fakt, że najlepszą metodą nauczenia się obserwacji jest odbycie kursu lub indywidualne spotkania z nauczycielem jest dla niektórych dużą przeszkodą. Kurs lub nauczyciela najpierw trzeba znaleźć, zapisać się lub umówić, odbyć kilka spotkań i wypełnić masę ćwiczeń. Na szczęście nauczenie się obserwacji samemu też jest możliwe, bo nie jest to znów tak bardzo trudny i skomplikowany temat. Postaram się Wam z czasem przybliżyć najważniejsze zagadnienia, aby każda z Was mogła zacząć obserwacje, bez poświęcania temu dużej ilości czasu.

Niepewność

Miałam to szczęście, że już na pierwszym roku studiów miałam zajęcia, których zaliczeniem było wykonanie własnych obserwacji. Później zainwestowałam w kurs instruktorski, który usystematyzował moją wiedzę. Nie zmieniło to jednak faktu, że na początku miałam duże wątpliwości co do własnych obserwacji. ,,Ten śluz jest bardziej wodnisty czy lepki?” albo ,,Czy na pewno dobrze zmierzyłam dziś temperaturę?”. Przez kilka miesięcy nie potrafiłam ze 100% pewnością określić czy mam dni płodne czy niepłodne. Na szczęście praktyka czyni mistrza, teraz jest dużo łatwiej i rzadko miewam jakiekolwiek wątpliwości. 

Okresowa abstynencja

Tu dochodzimy do sedna. Naturalne planowanie rodziny różni się tym od innych metod tym, że jest naturalne, a więc jedynym środkiem zapobiegającym poczęciu jest po prostu brak współżycia w dni płodne. Zgadnijcie jakie dni wypadły w naszą podróż poślubną… no właśnie. Zalecam planowanie wakacji poprzedzone dokładnymi obliczeniami. Czy ciężko jest wytrzymać 7 czy 10 dni? Owszem. Czy da się to zrobić? Oczywiście. Tu znów wracamy do dobrych chęci. Jeśli macie świadomość po co to robicie i jakie korzyści dla waszej relacji mogą z tego wyniknąć, jest dużo łatwiej. Może zapytasz ,,Jakie korzyści mogą wyniknąć z braku współżycia przez 7 – 10 dni?!” . No właśnie?

Zalety:

Okresowa abstynencja

Nie, nie pomyliłam się. Okresowa abstynencja jest  dla mnie też zaletą. Po pierwsze: dobrze czasami zatęsknić, bardziej doceniam wtedy współżycie i wszystko co go dotyczy. Po drugie seks nie jest czymś co robimy kiedy starczy nam czasu, tylko tak planujemy dzień, żeby czas się znalazł, bo albo teraz albo za tydzień czy dwa.  Mój mąż nie lubi planowania, ale mi to odpowiada, bo mogę się lepiej przygotować, dla mnie to plus, dla niego minus. Po trzecie, całkiem zabawna, ale potwierdzona też u innych osób korzyść: okresowa abstynencja sprawia, że w końcu można się wcześniej położyć spać! Naprawdę czasem z ulgą stwierdzam, że mam dni płodne. Przed ślubem kładłam się spać o 22:00, po ślubie o 24:00. Nie narzekam, ale czasami dobrze jest odpocząć. Mamy wtedy też więcej czasu na rozwijanie swoich pasji, oglądanie filmów czy granie w planszówki. Nie jest źle. 

Świadomość ryzyka na każdym etapie

Tak jak pisałam, początki bywają trudne. Ale z czasem nauczyłam się na tyle wnikliwie się obserwować, że wiem dokładnie jak duże jest ryzyko zajścia w ciąże danego dnia. Np. 8 dnia cyklu pojawił się żółty lepki śluz, teoretycznie są szanse na zajście w ciążę, ale są na tyle niewielkie, że jestem skłonna podjąć ryzyko (lub nie), albo nie czekam do 3 wyższej temperatury, bo z obserwacji śluzu wynika, że do owulacji ,,już raczej na pewno doszło” i mając świadomość, że są minimalne szanse na zajście w ciążę podejmuje współżycie. Daje mi to poczucie kontroli i nie czuje się wcale ,,zniewolona” przez NPR. Dostosowuje zasady do siebie i naszej otwartości na życie.

Brak skutków ubocznych i możliwość wykrycia nieprawidłowości

No może poza tym niewyspaniem.  Cieszy mnie to, że nie niszczę swojego zdrowia, a wręcz dbam o nie, bo analizując wykres temperatury czy śluz jestem w stanie wykryć różne nieprawidłowości, takie jak zaburzenia wydzielania hormonów, brak owulacji czy brak śluzu dobrej jakości. U mnie na szczęście, póki co, wszystko gra. Ale nie u wszystkich i nie zawsze tak jest, dlatego warto nauczyć się samoobserwacji, żeby już na wczesnym etapie wykryć nieprawidłowości. 

Oszczędność

NPR kosztuje całe 15 zł – koszt termometru. Dla porównania koszt opakowania tabletek antykoncepcyjnych to ok. 30 zł. miesięcznie.  30 x 12 miesięcy = 360 zł. Niby niewiele, ale chyba wolę mieć te pieniądze niż ich nie mieć. 

 

Być może z czasem do tej listy dojdą nowe punkty, a część będzie nieaktualna. Zapewne dużo się zmieni jak w moim życiu pojawią się dzieci, może jeszcze bardziej docenię czas na odpoczynek, kto wie.

Jestem ciekawa Waszych opinii na ten temat. Przeważają u Was wady czy zalety?