Czy mężczyźni powinni się angażować w Naturalne Planowanie Rodziny?

Wśród wielu osób funkcjonuje przekonanie, że w małżeństwach, które stosują Naturalne Planowanie Rodziny to kobieta odpowiada za prowadzenie obserwacji, w końcu to ona zna i obserwuje swoje ciało. Jednak czy mężczyźni powinni być tylko biernymi uczestnikami tej części małżeńskiego życia?

 

Żeby nie opierać się tylko na własnych doświadczeniach postanowiłam zapytać znajome małżeństwa jak to funkcjonuje u nich. Oto odpowiedzi jakie otrzymałam:

 

NPR zaczęłam stosować kilka lat temu aby się go nauczyć. Z racji tego że, nie umiałam dobrze analizować wyników, przed ślubem zdecydowałam się na zakup urządzenia Lady Comp, co znacznie ułatwiło sprawę. Zaangażowanie męża sprowadza się do zapytania: jaki dzisiaj kolor?

 

Przed ślubem mierzyłam temperaturę przez kilka cykli i wyznaczałam fazy niepłodności metodą NPR. Mój jeszcze wtedy narzeczony wiedział o co „mniej więcej” chodzi w całej obserwacji, jednak nie do końca rozumiał wyznaczanie poszczególnych faz. Po ślubie sam zaproponował, że będzie mi pomagał z mierzeniem temperatury, a mi zostawi wyliczanie fazy płodnej i niepłodnej. Tak też się stało. Od pierwszych dni małżeństwa to on nastawiał budzik, budził mnie, podawał mi termometr i odnotowywał temperaturę. Było to dla mnie dużym ułatwieniem, bo przed ślubem wielokrotnie zasypiałam z termometrem w buzi lub zwyczajnie wyłączałam dzwoniący budzik nic sobie z tego nie robiąc. Ja obserwowałam swój śluz i wpisywałam w kartę obserwacji.  Jednak po pewnym czasie odkryliśmy aplikację OvuViev (artykuł o aplikacji tu – przyp. red.) i życie stało się prostsze. W czasie porannego mierzenia temperatury Mąż od razu wpisywał dane w aplikacji, ja również określałam śluz na podstawie podanych wytycznych, a ona sama wyliczała i określała poszczególne fazy. Zawsze wyliczenia aplikacji zgadzały się z moimi pisemnymi. Z racji, że aplikację zainstalował mój Mąż na swoim telefonie, to on ma teraz pełny wgląd do naszych obserwacji. Jak widać role się odwróciły. Bardzo dobrze mi z tym, że jest taki zaangażowany w cały proces Naturalnego Planowania Rodziny, bo nie muszę mu tłumaczyć poszczególnych zjawisk, dobrze wie, co oznacza wzrost temperatury, jest świadomy, kiedy jest faza płodna i niepłodna i przede wszystkim, wszystko ma czarno na białym na pięknym wykresie w aplikacji (uwielbia wykresy!). Ponadto jak już wspomniałam wcześniej nie muszę się sama martwić o to, czy nie zaśpię na mierzenie temperatury lub czy termometr nie wypadnie mi z buzi, kiedy z nim zasnę. Teraz martwimy się o to oboje, a we dwoje raźniej i łatwiej. Wielokrotnie zdarzało się, że gdy Mąż mnie budził i podawał mi termometr, ja przez sen krzyczałam na niego, co robi i po co mi to daje, a wtedy,  on z wielką cierpliwością i delikatnością tłumaczył mi, czym jest termometr i do czego służy 🙂  Widzę też, że taka „współpraca” zbliżyła nas do siebie, bo razem dbamy o wspólną sprawę jaką jest planowanie rodziny, a nie spoczywa to tylko na moich barkach. Osobiście uważam, że zaangażowanie Męża/Narzeczonego/Chłopaka w codzienne pomiary temperatury (na tyle, na ile to możliwe), jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla obojga stron i warto to zrobić. U nas zdało to egzamin i oboje jesteśmy zadowoleni z takiego rozwiązania.

 

Zawsze myślałam, że mój cykl jest mój i nikomu nic do tego. I nagle po ślubie uświadomiłam sobie, że muszę się tą wiedzą na temat mojego ciała dzielić, a co najważniejsze i dość trudne, kogoś tego nauczyć! Na szczęście mój mąż jest nie tylko bardzo pojętny, ale i wyrozumiały. Kiedy mam jakieś wątpliwości sam zerka do moich wykresów i studzi moje emocje. 🙂 Od początku małżeństwa to jest NASZA wspólna koncepcja i nie chcemy tego zmieniać!

 

Jak jest u nas? Ja sama mierzę temperaturę i zapisuje wszystkie obserwacje w aplikacji. Często wstaję do pracy wcześniej niż mąż i nie widzę potrzeby budzenia go w celu zapisania temperatury. No i jako osoba wykształcona w tym kierunku sama radzę sobie z interpretacją obserwacji. Ale mój mąż dobrze wie na czym polega NPR, dzielę się z nim często obserwacjami, sam też zwraca uwagę na niektóre objawy (szczególnie na drażliwość przed zbliżającą się miesiączką!).

 

Na podstawie przytoczonych wypowiedzi widać, że mężczyźni mogą być zaangażowani w NPR na różne sposoby i w różnym stopniu.

 

Wspólna odpowiedzialność

Naturalne Planowanie Rodziny jest bardzo skuteczną metodą regulacji poczęć (ma podobną skuteczność jak tabletki antykoncepcyjne), pod warunkiem, że przestrzega się reguł i prawidłowo prowadzi obserwacje. Z tym bywa różnie, bo reguły można naciągać lub nieprawidłowo stosować, a w obserwacjach się po prostu mylić. Istnieje wtedy możliwość, że dziecko pocznie się kiedy tego nie planujemy.

Gdy małżonkowie wspólnie prowadzą obserwacje i interpretują objawy zazwyczaj oczywiste jest, że razem biorą odpowiedzialność za to nowe życie i nikt do nikogo nie może mieć pretensji. Sytuacja może być odmienna w małżeństwach gdzie to kobieta sama prowadzi obserwacje. Niestety słyszałam o przypadkach, gdy mężczyzna miał pretensje do żony, że źle policzyła, a przecież nie planowali dzieci. W ogóle nie mieści mi się w głowie, że można mieć pretensje o to, że poczęło się dziecko, ale to już inna kwestia.

To jak bardzo mąż będzie zaangażowany w stosowanie NPR zależy od decyzji i potrzeb danego małżeństwa. Jednak niezależnie od tego w jakim stopniu mężczyzna będzie brał udział w prowadzeniu obserwacji powinien być dla żony wsparciem i pomocą gdy ma wątpliwości. Powinien znać zasady NPR i przede wszystkim w takim samym stopniu jak ona powinien brać odpowiedzialność za poczęte dziecko. Nie może być tak, że kobieta prowadząc obserwacje jest jednocześnie obciążona odpowiedzialnością za każde współżycie. Specjaliści mówią nawet, że może to mieć negatywny wpływ na życie seksualne.

 

Teoria w praktyce

Jak dzielenie się odpowiedzialnością wygląda w praktyce? Ja w czasie gdy zależało nam na odłożeniu ciąży mówiłam mężowi coś w stylu ,,prawdopodobnie dziś nie zajdę w ciążę, ale teoretycznie to już dni płodne” i wtedy wspólnie podejmowaliśmy decyzję czy będziemy dziś współżyć czy nie. Poza tym oboje zawsze byliśmy bardzo otwarci na życie. Nawet gdyby, w niezbyt dobrym z ekonomicznego punktu widzenia czasie, doszło do poczęcia byłaby to ogromna radość. Bardzo polecam takie podejście. Z jednej strony mam świadomość, że niezależnie od tego czy to będzie pierwsze czy dziesiąte dziecko to oboje będziemy się bardzo cieszyć. Z drugiej strony wiem, że jak nie będzie dzieci to jesteśmy otwarci na życie w inny sposób. Takie podejście bardzo ułatwia życie i daje dużo wewnętrznego spokoju.

 

Podsumowując

Każde małżeństwo powinno stosownie do swoich potrzeb zdecydować jak bardzo mąż będzie zaangażowany w prowadzenie obserwacji, najlepiej ustalić to jeszcze przed ślubem. Niezależnie od tego mężczyzna jest zobowiązany dawać kobiecie wsparcie i tak samo jak ona brać odpowiedzialność za poczęcie dziecka.

 

Dziękuję żonom, które zgodziły się podzielić swoim doświadczeniem! Teraz Wasza kolej, podzielcie się tym jak w Waszych małżeństwach funkcjonuje prowadzenie obserwacji! Może macie jakieś inne sposoby na zaangażowanie mężów? 🙂