Plusy i minusy pracy zmianowej

Praca zmianowa wielu osobom kojarzy się z czymś uciążliwym, tymczasem ja bardzo ją sobie chwalę mimo kliku wad tego rozwiązania. Tuż po studiach pracowałam w przychodni 5 dni w tygodniu. Obecnie  pracuję w systemie 12 godzinnym dzień, noc, wolne, wolne (powiedzmy, że zazwyczaj tak to się układa).  Jakie są plusy i minusy takiego trybu pracy?

 

Plusy:

Mnóstwo wolnego czasu

W miesiącu zazwyczaj mam 12 – 13 dyżurów, co daje 6 – 7 dni dyżurów dziennych i 6 – 7 nocnych. Tylko tyle dni w miesiącu spędzam w pracy! Przed nocą do 19:00 mam cały dzień wolny, po nocy pół dnia, bo do południa śpię. To daje naprawdę ogrom wolnego czasu, który mogę spożytkować albo na drugim etacie, jak wiele osób w tym zawodzie, albo ucząc się lub rozwijając swoje pasje. Większość znajomych mi zazdrości i wcale im się nie dziwię. Ja współczuję im chodzenia 5 dni w tygodniu na 8 godzin. Fakt 12 godzinne dyżury czasami ciągną się w nieskończoność, ale jak już jest się w pracy 8 godzin to i 12 da się radę, a to sprawia, że kolejny dzień jest wolny. Czy to nie piękne?

 

Możliwość zajmowania się dziećmi

Tego nie znam z autopsji, ale od koleżanek, które mają małe dzieci. Pracując na zmiany tylko 6 – 7 dni w miesiącu potrzebują opieki nad dzieckiem. Kiedy idą do pracy na noc dzieci zostają zazwyczaj z tatą. Myślę, że to duże ułatwienie dla młodych rodziców. Oczywiście dzieci nie każdą noc pozwolą odespać, no ale to już inna kwestia.

 

Minusy:

Nocne dyżury

Jestem młoda i mój organizm sobie z nimi całkiem dobrze radzi, ale podobno z wiekiem jest coraz gorzej. Praca w nocy może mieć różne negatywne skutki dla naszego zdrowia, szczególnie dla kobiet. Gdy zaczynałam pierwsze praktyki moje cykle menstruacyjne się zupełnie rozregulowały. Dotyczy to niestety wielu kobiet. Dodatkowo dochodzi zmęczenie, problemy ze snem, co z kolei powoduje rozdrażnienie i może się negatywnie odbić na naszych relacjach rodzinnych. Pamiętam dyżur, w trakcie którego nad ranem przyjęłam dwa porody w ciągu 5 minut. Mój poziom adrenaliny po powrocie do domu był nadal bardzo wysoki i nie było mowy o tym, żeby zasnąć. Chodziłam do wieczora z bólem głowy i praktycznie nic nie byłam w stanie zrobić. Na szczęście takie sytuacje rzadko się zdarzają*.

* Nie dalej jak 2 dni temu pobiłam swój życiowy rekord – 40 h bez snu. Tylko dlatego, że nie mogłam zasnąć po nocnym dyżurze. Może ja po prostu jestem dziwna, bo nie znam nikogo kto by tak miał, ale takie dni naprawdę dają w kość.

 

Życie towarzyskie

Czasami bardzo frustruje mnie fakt, że owszem mam dużo wolnego czasu, ale co z tego skoro mój weekend wypada np. w poniedziałek i wtorek kiedy wszyscy znajomi są w pracy. Często też muszę wcześniej wychodzić z imprez czy spotkań, bo idę na nocny dyżur. Życie towarzyskie niestety na tym cierpi. Większość ciekawych wydarzeń jest organizowana w weekendy i często nie mogę w nich uczestniczyć w pełnym wymiarze.

 

Święta

Nigdy nie jest tak, że pracuje się całe święta, zazwyczaj to jest 1 dzień i noc, więc ten czas można sobie jakoś zagospodarować. Jednak nie spędza się tyle czasu z bliskimi ile można by było.

 

Rodzina

Mój mąż nie pracuje na noce, ale ma różne zmiany dzienne. Przez kilka pierwszych miesięcy małżeństwa mieliśmy raptem kilka wspólnych, wolnych dni. Bywa tak, że mieszkając w jednym domu nie widzimy się 2 dni. Przyznam, że nawet mnie to bawi kiedy przed snem żegnam się z nim słowami ,,Do zobaczenia pojutrze!”.

 

Co prawda wymieniłam więcej minusów niż plusów, jednak ilość wolnego czasu, którą posiadam sprawia, że zdecydowanie nie chciałabym wrócić do pracy 5 dni w tygodniu. Nie każdy jest w stanie zaakceptować minusy takiego systemu, jednak ja nauczyłam się z nimi żyć.

Dajcie znać w jakim trybie Wy pracujecie i czy Wam to odpowiada. A może ktoś tak jak ja pracuje na zmiany?